Another day in paradise.
Nikt nie mówił, że bedzie łatwo. Ja też nigdy nie szukałam drogi na skróty. Ja to mówią ludzie, którzy mnie znają - jestem hardkorowa. Lubie ostre curry, gorzkie piwo, ciężki rock, horrory i hokej (szczególnie jak sie piorą kijami po łbach). Nie lubie komedii romatycznych, kolacji przy świecach i różu. W sumie to chyba całkiem niezły ze mnie kumpel.
Mam też swój soft spot.
Ma on niespełna 4 lata i Zaburzenia ze Spektrum Autyzmu. Jest niewerbalny i nadpobudliwy ruchowo. Mój soft spot kocha swoja lalke Woodiego i panikuje jak zniknie ona z widoku.
Mój soft spot ma młodszą siostre - Dudu którą dopiero całkiem niedawno zaczął zauważać.
Mój soft spot jeszcze nie dawno wpadał w histerie na widok wanny natomiast obecnie domaga się dwóch kąpieli dziennie.
Mój soft spot rządzi się własnymi, znanymi tylko jej prawami, a przy tym i my jesteśmy zobligowani się dostosować bo ta oto istota jest niepodzielnym hegemonem naszego ogniska domowego.
Soft spot nazywa się Lili.
Lili rządzi ojcem, dryguje matką i właśnie zastanawia się jak podporzadkować sobie Dudu.
Nie zrozum mnie źle - jej niepodzielne rządy nie są kwestia przemocy czy terroru. Lili to jakby Mały Książe - pochodzi z odległej planety gdzie wszystko ma jakiś określony sposób działania akceptowany przez Lilkowy system logiki, natomiast lat temu 4 została ona wysłana na Ziemię, do ludzkiej rodziny, żeby nas nauczyć że nic nie jest czarne i białe.
Oj tak. Lili zna wiecej odcieni szarości niż Christian Grey.
A bywają i takie dni kiedy ja zwyczajnie nie mam siły nadąrzyć za nią i brakuje mi odrobiny monohromu. Chciałabym żeby moja córka tak najzwyczajnie powiedziała mi co chce a nie uprawiała szarad w stylu jęków i stęków z których ja - prosta Ziemianka mam zrozumieć głębszy sens wypowiedzi. Zapewne chodzi o coś banalnego a ja najzwyczajniej nie umiem odczytać jasnych sygnałów jakie wysyła mała blond kosmitka.
- Czipsy?
(Lili tupie i nerwowo potrzasa glowa)
- Ok, herbatnik?
(niezadowolone pomruki)
- Oh Lili ale tu nic więcej nie ma... Pokaż w segregatorze!
Wyciagam ksiazke z PECS. Lili wertuje aż znajduje zdjęcie loda w rożku o którego istetniu pewnie nawet nie pamiętała ale ja jej właśnie pomogłam sobie przypomnieć...
-Ajś! - uradowana z tak przemyślnego wyboru wręcza mi kartonik.
No i dupa. Skąd ja w niedziele o 20 znajde jej loda? Na dodatek leje jak wściekłe.
- Lili, nie ma ajskrim (pokazuje czerwony krzyżyk). Moge ci dać jogurt - staram się ją przekupić. Na nic - Lili uderza do lodówki szukając sekretnego zapasu ajś, który niechybnie ukryłam przed nią.
- Lili nie ma. Choć dam Ci biscuit.
Powodzenia.
Lili wie że ajś gdzieś tu jest i następne 40 min przewraca kuchnie do góry nogami.
Powinnam być dumna. Nastąpiła komunikacja - potrzeba została wyrażona zrozumiale, odmowa już nie do końca - ale hallo! - przecież to o wiele więcej niż mieliśmy jeszcze 6 miesięcy temu.
Ale dziś jest ten dzień kiedy nie mam siły na bycie mamą Małego Księcia. Dziś chyba w ogóle nie mam siły być niczyją mamą, żoną czy znajomym na FB. Dziś chce być sama.
Ewakuowałam sie do mojego bunkru - łazienki. Bunkier ma jeden duży minus - brak zamka w drzwiach - przez co często podczas zadumy na porcelanie odwiedza mnie jedno lub drugie dziecko (czasem oboje) aby sprawdzić czy na pewno mam dostateczną motywacje do załatwienia potrzeby fizjologicznej. Ale nie dziś.
Dziś jestem sama z wami. Te 20 minut w wannie daje mi czas na spuszczenie ciśnienia, prawie jak na spotkaniu AA.
Cześć, mam na imię Pozytywna i jestem matką autystyka.
Czasem nie mam pojęcia co robię.
Dość często.
Zazwyczaj odnoszę wrażenie ze wszystko robię nie tak.
Czasem nie mam siły.
Zwłaszcza dzisiaj.
Mój czas kontemplacji dobiega końca. Pora poprawić korone i bujać tym dalej. Łatwiej nie będzie. Ona sie nie zmieni ale ja mogę.
Dla niej.
Czasem 20 minut ciszy wystarczy żeby załadować baterie.
Chyba jest ok. Będe żyła. Pora iść szukać lodów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz