wtorek, 14 lutego 2017

Ratujcie!!! czyli praktyczny poradnik jak nie oszaleć

Są takie dni że się nie da, no nie da się choćby skały srały ...
Ja mam dziś taki dzień. Zero kooperacji, żądania co 2 minuty, jak nie jedno dziecię to drugie a czasem obydwie na raz. Wszystko jest na już, na zmianę obrywam tantrum, albo książką do PECSów albo talerzem, butelka, miśkiem, czasem którymś z dzieci. Latają pokrywki w kuchni, ubrania z suszarki, chusteczki nawilżane, moje prywatne skarby z torebki, którą zapomniałam powiesić na haku (2 metry nad ziemią, gdzie żaden ze smoków jeszcze nie dosięga)... Jedyna misja na dziś jest utrzymać je przy życiu i nie oszaleć.
Nie mogę krzyczeć.
Nie mogę dać klapsa.
Nie mogę wybiec z domu krzycząc 'RATUUUNKUUU wściekła gówniarzeria!!'
Muszę to jakoś ogarnąć.

Oto kilka metod na radzenie sobie z takim dniem kiedy zastanawiasz się czy przyklejenie do łóżka taśmą do pakowania byłoby odczytane jako child abuse.

1. Idź coś rozwal.
 Metoda brutalna i nie praktyczna ale bardzo skuteczna jeśli chodzi o spuszczanie z wentyla. Jak już coś rozwalisz to robi ci się głupio, zaczynasz sprzątać, poczucie winy bierze gorę nad wkurwem i nadchodzi fala  zawstydzonego spokoju. Głupio ci przed mężem bo rozniosłaś w pył jego regał z grami na Xboxa, więc stajesz się potulna jak owieczka. Metody nie polecam, ale potwierdzam że działa.
2. Idź pokrzycz w poduszkę.
Kiedy czuje że zaraz mnie rozerwie, idę sobie spokojnie do sypialni, zamykam drzwi, przytulam twarz do poduszki i wydaje ryk niczym postrzelony nosorożec gdzieś hen na sawannie. Jest potwierdzone że krzyk jest dobra metoda przeciwbólowa podczas porodu więc czemu nie aby się nieco rozładować? Ostatecznie lepiej do poduszki niż do dziecka...
3. Wyjdź.
Jeśli masz kogoś kto może przejąć opiekę nad bandą, zrób to. Czasem 15 minutowy spacer, fajka, kawa w kawiarni za rogiem może zdziałać cuda. Lubisz biegać? Zrób sprint dookoła osiedla. Wysiłek fizyczny podnosi poziom serotoniny i jest bardzo dobrym antydepresantem.
4. Ponarzekaj.
Na pewno gdzieś we wszechświecie jest jakaś matka która właśnie przechodzi przez podobne piekło. Znajdź ją, a potem ponarzekajcie razem, poklnijcie na los, aż w końcu wam ulży.
5. Uruchom muzykoterapię.
Na mnie ta metoda działa najlepiej. Upewniam się że małolaty są bezpieczne, znajduje moje słuchawki i maltretuje się moimi ulubionymi kawałkami w wersji głośno-jak-diabli. Przy tym lubię podrzeć się i poskakać. Dzieci zazwyczaj wtedy zainteresują się co ta matka najlepszego wyprawia i za chwile w trójkę już skaczemy i krzyczymy. Z agresji do zabawy - genialne.
6. Kup sobie coś.
Nawet pierdołę, coś tylko dla ciebie. Nagrodę za to że przetrwałeś/łaś kolejny dzień.
7. Napisz list.
Usiądź i napisz na kartce powody dla których twoje dziecię jest wyjątkowe. Uruchamiając część mózgu odpowiedzialną za dobre wspomnienia, wyciszamy aktywność sfery odpowiedzialnej za stres i agresje. No i będzie powód do uśmiechu.
8. Pokoloruj.
Ostatnio modne stały się kolorowanki dla dorosłych. Sama z ciekawości takową nabyłam i musze przyznać że to świetnie zainwestowane dwa funty. Kolorowanie wycisza i pobudza aktywność swer odpowiedzialnych za kreatywność. Nie można być poetycko kreatywnym i wkurwiony za razem, prawda?
9. Zrób sobie żurawia orgiami. Albo cokolwiek innego.
Po raz kolejny zastąp agresje kreatywnością. Origami to tradycyjna japońska sztuka składania papieru, która wymaga dokładności i cierpliwości. Wszystkie problemy z dziećmi przestają mieć znaczenie kiedy po 40 minutach składania dalej nie wiesz czy to głowa czy ogon. A jak już narobisz tych żurawi z 30, zawieś je dziecku na suficie, gwarantuje że będzie zachwycone. Poza tym w Japonii istnieje wierzenie, że 1000 papierowych żurawi potrafi spełnić każde życzenie osoby która je wykona, może warto spróbować? :)

Pół żartem a pół serio.
 Osobiście przetestowałam każdą metodę i w zależności od dnia i możliwości wykonania różnicuje się tez ich skuteczność. Polecam metody bardziej pokojowe.
Ważne żeby ten gniew znalazł drogę ujścia. Jeśli ciśnienie narasta stopniowo pod skorupa Ziemi przez długi czas, w końcu pizgnie wulkanem i giną ludzie. Kiedy kończy się wodór, który jest paliwem znanych nam gwiazd, delikwentka puchnie, i puchnie aż w końcu zapada się pod własnym ciężarem i pizga Supernową, wymiatając tym połowę galaktyki. Kiedy reaktor atomowy traci stabilność, wszystko idzie wpizdu jak w Czarnobylu. Tak już jest na świecie: strać równowagę, wypal się, skumuluj ciśnienie a pizgniesz i nie będzie co zbierać...
Tego musimy unikać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz