Ten rozdział jest bardziej o mnie, ale bije się z tym co opiszę już od dłuższego czasu i mam wrażenie, że jeśli to ze mnie nie wyjdzie to zje mnie od wewnątrz.
Chciałam opowiedzieć o tym jak stałam się kimś, kim obiecałam sobie, że nigdy nie będę.
Każdy kto był na emigracji zgodzi się ze największym wyzwaniem jest brak pomocy ze strony rodziny i przyjaciół. Jesteśmy sami z naszymi problemami, nie ma do kogo się zwrócić kiedy dziecko zachoruje, kiedy ty czujesz się jak kupa i chcesz spędzić choćby godzinę w łóżku, kiedy nagle cos wypadnie i nie masz z kim zostawić dzieci. Jest cholernie ciężko.
Kiedy Lili miała około 1,5 roku zaczęły unaoczniać się problemy wychowawcze: totalny brak reakcji na upomnienia, niebezpieczne zabawy, wspinanie się, tantrums, agresja, zaburzenia snu i odmawianie jedzenia. Rezygnowały kolejne opiekunki, tłumacząc się że nie potrafią sprostać opiece nad nią. Lili akceptowała tylko kilka osób a reszcie była w stanie zgotować niezłe piekło. Czułam że tracę kontrole. Wtedy zaszłam w ciąże z Dudu. Postanowiliśmy że przestane pracować i spędzę czas z Lili, przeprowadzimy się do większego domu gdzie będzie miała więcej miejsca dla siebie (już wtedy była nadaktywna ruchowo) i jakoś to będzie.
Niestety jakoś to nie było.
Było całkiem nijako.
Agresja i napady histerii były u nas chlebem powszednim. Odmawiała jedzenia, kąpieli, ubierania się, uczesanie jej graniczyło z cudem. Na spacerach nie pozwalała zapiąć się do wózka a gdy tylko została wypuszczona biegła przed siebie nie zważając na bezpieczeństwo. Kilka razy w ostatniej sekundzie zapobiegłam wypadkowi. Dwa razy uciekła mi z domu przez chwilę nie uwagi, a za tym drugim razem znalazłam ja 300 metrów za ogrodzeniem przy ruchliwej ulicy. Byłam wypompowana. Do tego rozpoczęły się nocne eskapady: co noc o 3 wstawała i nie chciała wracać do łóżka. Nie pozwalała nam spać dopóki ktoś z nas nie usiadł i nie oglądał z nią bajek. Noc w noc przez tygodnie ...
Zgłosiłam się do Health Visitor czując że sytuacja wymyka się spod kontroli. Zostałam skierowana do Children Centre gdzie L miała brać udział w spotkaniach dla dzieci z tzw challenging behaviour. Po kilku spotkaniach stało się jasne że nic z tego nie będzie więc przyznano nam one-to-one. Agresja i niepożądane zachowania wręcz przybrały na sile. Zaczęłam notorycznie na nią krzyczeć bo tylko wtedy zwracała w ogóle na mnie uwagę. Czułam się z tym źle więc mówiłam o moich obawach terapeucie z CC. Usłyszałam: 'jesteś rodzicem i wiesz co dla dziecka najlepsze. Jeśli reaguje tylko na krzyk to rób to co trzeba aby była bezpieczna.' ... I tak właśnie dostałam przyzwolenie na bycie wrednym rodzicem który reaguje krzykiem na niesubordynację i gniew.
Na tym niestety się nie skończyło.
Płakałam moim koleżankom z Polski na Skypie że ja już nie wiem co z tą Lili, że ona mnie chyba nienawidzi, moje życie zmienia się w koszmar i nie wiem już jak z tym sobie poradzić. I wtedy jedna z moich kumpeli, która miała syna w tym samym wieku, sprzedała mi 'najlepsza' metodę wychowawczą wszechświata:
- Stara musisz jasno postawić sprawę. Dupa nie szklanka. Może jak raz czy dwa zarobi w goły tyłek to się nauczy że nie wolno! Nas rodzice tak wychowali i żyjemy, prawda?
I tak ja, osoba całe życie przeciwna przemocy fizycznej, w swojej desperacji rade przyjęłam i zaczęłam stosować. Pierwszy raz Lili zarobiła kiedy weszła do sypialni i wymazała cały dywan moimi szminkami (strata na około 50 funtów + czyszczenie dywanu w domu do którego dopiero się wprowadziliśmy...). Nie zrobiło to na niej większego wrażenia i za kilka dni sytuacja powtórzyła się. Ja wtedy byłam już w zaawansowanej ciąży i na granicy depresji. T pracował po 60 godzin tygodniowo z racji że ja nie mogłam. Kiedy mówiłam mu jak mi ciężko i że nie daje rady - nie rozumiał mnie. Nic dziwnego skoro w domu tylko spał, a kiedy miał już dzień wolny to Lili nie odstępowała go na krok.
Wtedy było to typowe good cop - bad cop. Ja byłam ta zła.
Lili unikała mnie - nic dziwnego - kojarzyłam się jej z krzykiem i przemocą. To bolało mnie najbardziej. T był czczony jak Bóg i zawsze pełen cierpliwości kiedy bywał w domu, ja natomiast byłam obolała, zmęczona i czułam się najgorszą z możliwych. O dziwo kiedy mówiłam o tym komukolwiek kto pracował z nami, nikt mnie nie zganił, ani nie kazał przestać. Jedyne co usłyszałam to: ty wiesz najlepiej - jesteś matką.
A ja gówno wiedziałam.
I za pewne wszystko tak by się kręciło nadal gdyby nie moja teściowa która przyjechała pomoc nam po narodzinach Dudu.
Dudu miała może 5-6 dni kiedy to leżała na sofie a Lili najzwyczajniej w świecie podeszła i na niej usiadła... I wtedy moja teściowa była świadkiem naszej metody 'Dupa nie szklanka'. Jest to kobieta prosta o bardzo dobrym sercu, nie zawsze się z nią zgadzam, czasami jest bardzo 'starej daty' ale jest szczerą i prostolinijną. Pokłóciłyśmy się wtedy po raz pierwszy kiedy ostro skrytykowała mnie. Zapytałam: 'super mamo, a jaki ty masz pomysł, bo jak widzisz ona ma nas wszystkich gdzieś i kiedyś zdarzy się tragedia!'
I to ona wtedy po raz pierwszy zdiagnozowała Lili - 'Potrzebujecie pomocy. To jest głębszy problem i sami sobie z tym nie poradzicie. Krzywdzicie siebie i ją.'
I teraz z perspektywy 18 miesięcy po tym wydarzeniu muszę powiedzieć - teściowo miałaś racje. Mimo że wtedy byłam na ciebie zła. Mimo że miałam ci za złe że oceniasz nas a przecież jesteśmy sami i bez pomocy bliskich.
Miałaś teściowo racje i dziękuje Ci za to. Wszystkie ostre słowa które wypowiedziałaś wtedy były prawdą. I mimo że wtedy nie chciałam tego zrozumieć, to nie długo po twoim wyjeździe zmieniłam o 360 stopni podejście do Lili.
Olałam mądre koleżanki.
Poszukałam pomocy specjalistów.
Później okazało się że Lili jest w spektrum autyzmu. I wtedy poczułam się jak najgorsza matka świata. I do dziś mam do siebie wielki żal, i nie wiem czy kiedyś sobie wybaczę.
Teraz tez bywa ciężko i nie raz mam ochotę walić głowa w ścianę, ale jak wiele prościej zrozumieć dziecko kiedy już pozna się przyczynę problemu?
Nie wiem czy kiedyś mi Lili wybaczy tych kilku miesięcy bycia najgorsza z możliwych matek... Może będę miała szczęście i zapomni. Bo ja na pewno nie zapomnę.
Wiem że czytając to masz dużo negatywnych myśli na mój temat, masz racje. Jedyne co mogę powiedzieć na swoja obronę to to że dziś już wiem jaki błąd popełniłam i nie popełnię go znowu.
Chyba czasem trzeba sięgnąć dna żeby odbić się w górę.
Morałem tej historii jest to aby szukać pomocy, a nie wmawiać sobie 'I can handle this'. To nie wstyd i słabość tylko objaw siły. Przemoc jest słabością.
Czytałam twoja historie i jakbym czytała o sobie i mojej córce. Tez mam tak samo, córcia ma 8 lat ale niektóre dni są koszmarne. Dwa dni temu z bezsilności dałam jej klapsa w udo, jak zasnęła to ryczalam jak tak mogłam postąpić. Córcia bije mnie często, nie mówi za dużo wiec jest trudna komunikacja.maz pracuje od rana do nocy, w niedziele odpocząć musi a kocioł i dom dla mnie. Córcia chodzi do szkoły specjalnej i wtedy odpoczywam.glowa do góry i nie daj się swoim myslom o złej mamie. Kochamy nasze dzieci pomimo ich inności. Pozdrawiam serdecznie i życzę cierpliwości i miłości.
OdpowiedzUsuń